To ja jeszcze mam ćwiczyć?!? A nie może mi pani dać jakiejś tabletki?

Będą zadania domowe – mówię każdemu, kto przychodzi do mnie na kurację odchudzającą. Niektórzy w zdumieniu unoszą wtedy brwi: „To ja jeszcze mam ćwiczyć?!? Coś robić? A nie może mi pani dać jakiejś tabletki?”

Przypominam sobie wtedy scenę ze „Shreka”,  w której osioł, genialnie dubbingowany przez Jerzego Stuhra mówi do ogra: „Łykniemy eliksir i będziemy sexy”. Niestety, w prawdziwym życiu to tak nie działa. Zwłaszcza przy odchudzaniu.

 

Oczywiście nie mówię tego głośno. Zamiast tego tłumaczę, że nie chodzi mi o konkretne ćwiczenia sportowe, aczkolwiek zawsze zalecam umiarkowaną aktywność – jak spacery czy slowjogging albo pływanie, tylko o zadania, które służyć będą pogłębieniu decyzji o odchudzaniu, tudzież sprawią, że owa decyzja stanie się bardziej świadoma i przemyślana. Mówię wówczas o codziennych wyborach żywieniowych, o tym właśnie, że zawsze mamy wybór, ale  również o tym, że ważne jest nie tylko co jemy, ale i jak jemy. A potem… wyciągam kolorowe kredki. Sięgam wtedy po nieskomplikowane narzędzie coachingowe, które dopracowała moja mentorka Urszula Mijakoska, a które się nazywa „Koło odżywiania dla zdrowia”. To sposób na poznanie nawyków i upodobań żywieniowych mojego klienta, oraz jego stylu życia. Co więcej, przy pomocy tego prostego wykresu-rysunku, mój podopieczny również ma możliwość popatrzenia na siebie z dystansem i zarazem widzenia siebie znacznie lepiej.

 

O co chodzi?

Otóż na podzielonym jak tort kole, w którym każda cząstka związana jest z określonymi nawykami żywieniowymi, klient sam ustala dane dotyczące na przykład szybkości przeżuwania, uważności przy stole, czy pór posiłków. Tym samym to od klienta zależy, jak wyglądać będą poszczególne cząstki tego tortu. Efektem końcowym pracy przy tym ćwiczeniu jest własne koło odżywania. A im bardziej niezdrowe nawyki, tym bardziej koło nie przypomina koła tylko na przykład wiatrak. Taka wizualizacja czynności, które wpływają na nasze zdrowie i samopoczucie bywa dla niektórych szokiem.

 

Wspólny mianownik

Często nie zdajemy sobie sprawy, że mamy kłopoty z nadwagą m.in. dlatego, że jemy zbyt łapczywie, łykamy zbyt wielkie kęsy, że głodzimy się przez cały dzień, by tuż przed snem rzucić się na lodówkę.

Niejednokrotnie decyzja o odchudzaniu wynika z całkowitej nieakceptacji własnego ciała.  Często słyszę zdania: „Nienawidzę własnego ciała”, „To nie jest moje ciało”, „Nie chcę tego ciała”. Te zdania padają z ust różnych osób. Ich wspólnym mianownikiem na  pewno nie jest tylko duża nadwaga.

Pytam wówczas o idealne wyobrażenia siebie. Zazwyczaj w swoich opowieściach osoby koncentrują się na tych częściach ciała, które im szczególnie przeszkadzają. Pytam wówczas przekornie o te, których nie wymienili: „A jakie są twoje palce u nóg, albo plecy, włosy?”.

Otóż, patrząc na siebie zazwyczaj koncentrujemy się tylko na tym, co burzy nasz wewnętrzny obraz. Przyglądając się częściom ciała, które się nam nie podobają, wpatrując się w nie uporczywie, wypatrując ich w każdym lustrze, witrynie etc., wyolbrzymiamy je tak, że inne ładne, czy akceptowalne części ciała są dla nas zupełnie niewidoczne.

To pora na kolejne zadanie. Jedno z moich ulubionych. Zalecam relaksującą kąpiel. Prysznic czy wanna, obojętne. Byle bez pośpiechu, byle z wszelkimi uprzyjemniającymi atrybutami. Zadanie polega na skaningu całego ciała. Na uważnym przyjrzeniu się sobie od małego paluszka u stóp po czubek głowy. Po  kąpieli zalecam wypełnić specjalnie przygotowaną ankietę dotyczącą wrażeń, jakie towarzyszyły odkrywaniu poszczególnych części ciała. Esencją tego zadania jest odpowiedź na pytania: Czym dla ciebie jest twoje ciało? Za co je cenię?

 

Podobnie pytają autorki książki „Gdybym tylko schudła…” Elżbieta Lange i Marta Sadkowska.

Piszą: „Chcemy zachęcić Cię do tego, abyś popatrzyła na siebie z większą wyrozumiałością. Zaczęła czule dbać o swoje ciało zamiast je nieustannie korygować i męczyć dietami. Możesz żyć we frustracji, że nie wyglądasz, tak jak byś tego chciała, możesz ciągle marzyć, nie pozwalając sobie na życie, ale możesz też coś z tym zrobić. Świadomie, konsekwentnie i jednocześnie przyjemnie. Jeśli masz problem z nadwagą, są dwie możliwości – albo pogodzisz się z tym i uczynisz z tego atut, albo dokonasz takie zmiany wewnętrznej, by te kilogramy zgubić skutecznie i raz na zawsze”.

Z tej ładnie napisanej książki, która jest inspirującą rozmową pomiędzy autorkami, a która może ci służyć jako własne narzędzie autocoachingowe dowiesz się między innymi o twojej relacji z jedzeniem, dlaczego tyjesz, chociaż się głodzisz,  oraz o tym, co znaczy siebie karmić, a co tylko jeść.

Po co jesz?

Znasz odpowiedź na to pytanie?

 

 

 

 

 

 

Felieton ukazał się w miesięczniku “Wróżka” nr 2/2017

„Gdybym tylko schudła… Przestań się zadręczać. Zacznij żyć i… chudnąć”,  E. Lange, M. Sadkowska. Wyd. Zwierciadło 2016