Odchudzanie to pułapka

Przyznaj się, ile razy się odchudzałaś? Jak długo stosowałaś modną dietę? Schudłaś? A jak szybko wróciłaś do „starej” wagi?

Odchudzanie to pułapka. To kiepska sztuczka, która mami złudzeniami i łatwymi obietnicami o pięknym ciele. Jak wygląda ta zasadzka? To wnyki, w które wpadamy poprzez  nieustanne odmawianie sobie jedzenia, terroryzowanie ciała wyrzeczeniami, katorżnicze treningi, oraz chaotyczną partyzantkę kulinarną, którą kończy  najczęściej „rzucenie się” na zwartość tajnej spiżarki, gdzie schowane są „zakazane owoce”. W rezultacie im więcej myślimy o odchudzaniu, tym bardziej stresuje nas jedzenie, które przestaje być czymś niezbędnym do życia, prostą radością, a staje się „problemem”, „grzeszkami” i obsesją.

 

Co powiesz na takie stwierdzenie: „Odchudzanie jest przyczyną twojej nadwagi”

Niemożliwe?! A jednak pomyśl, czy ostatnia dieta, którą stosowałaś zakończyła się sukcesem?

Na czym polegał ten sukces? Jak długo trwał? Zmieściłaś się w wymarzoną sukienkę? Było wielkie „Wow” na imprezie, na której się pojawiłaś? A teraz, co jest? Trzymasz wagę? Jeśli tak, to pewnie nadal się głodzisz. Czego nie jesz? Ziemniaków? Makaronów? Chleba? Przyznaj się. Nie masz na to ochoty? Nie kupujesz tych produktów, bo … Bo się boisz, że znów utyjesz. Tak? Ile musiałabyś zjeść ziemniaków, żeby utyć? A chleba? Jak długo nie chcesz jeść tych rzeczy? Rok? 5 lat? Całe życie? Serio, jak długo?

 

A może teraz jest tak, że już jesz i chleb i pizzę, i przegryzasz słodyczami, do tego pijesz mnóstwo wina, bo następne wielkie wyjście szykuje się dopiero z kilka miesięcy, zdążysz więc zrobić kolejną dietę-cud (ta ostatnia nie zadziałała zresztą na długo, a tą nową właśnie sprawdzają koleżanki z biura), i znów się wciśniesz w to, w co się chcesz wcisnąć… Tyle że trochę już masz dość. Prawda? To frustrujące, wciąż się odchudzać i odchudzać, odmawiać sobie smacznych rzeczy. A jeśli już skusisz się na ulubiony przysmak, jesz go z wyrzutami sumienia. Co z tego, że twój żołądek się cieszy, kiedy po posiłku na pewno będziesz mieć „kaca pokarmowego”.

 

Jak się z tym czujesz? Jak sobie z tym radzisz?

 

Wielu ludzi w takich sytuacjach nie myśli o sobie dobrze, czują, że „coś zawalili”, że mają słaby charakter, że brak im silnej woli, i obawiają się już nigdy nie będą z siebie zadowoleni, a jedzenie zawsze będzie przymusowym koszmarem.

Dalej powątpiewasz, że odchudzanie jest przyczyną twojej nadwagi i niezadowolenia?

 

Przeanalizuj zatem krok po kroku pewien scenariusz odchudzania.

  1. Stajesz (jak co rano) na wadze, łapiesz się za głowę i myślisz: „Szlaban na gary”. Chociaż czeka cię długi i męczący dzień, pozwalasz sobie tylko na kawę
  2. W pracy zjadasz jogurcik zero procent, i wypijasz kolejną kawę. Do 12 jakoś wytrzymujesz. Słyszałaś, że picie wody odchudza, więc zalewasz żołądek płynem, żeby go oszukać
  3. O 14 drażnią cię zapachy pizzy, którą koleżanki (już po diecie) zamówiły sobie do pracy. „Daj gryza”, chcesz poprosić, zamiast tego wychodzisz na papierosa.
  4. Zadowolona z siebie, że wytrwałaś, że nic jadłaś, wychodzisz z pracy i postanawiasz w domu zrobić tylko sałatę
  5. Następnego dnia stajesz na wadze – kilo mniej! „Wow”, myślisz, i postawiasz, że pociągniesz dalej swoją dietę, mimo że dręczy cię obraz pełnego talerza.
  6. W drodze do pracy przechodzisz obok budki z drożdżówkami. „O kurczę, pączki! Jeszcze nie jadłam w tym roku, przecież nic się nie stanie, jak zjem jednego w pracy”. Połykasz najpierw jednego, potem mówisz „A co mi tam”, więc pochłaniasz drugiego. To wszystko w drodze do pracy. Za karę wybiegasz na dziesiąte piętro po schodach…

 

Jak myślisz, jak długo to wytrzymasz?

 

Odchudzanie jest przyczyną twojej nadwagi. Dlaczego? To proste. Terroryzując ciało brakiem zdrowych i pożywnych posiłków, możesz się spodziewać zemsty ciała. Po pierwsze, głodna staniesz się wrażliwsza na zapachy i bodźce wzrokowe. Wystarczy naprawdę niewiele, by złamać nieracjonalną dietę i rzucić się na jedzenie, żeby pochłonąć ogromne ilości, zamiast zjeść spokojnie i znacznie mniej. Twój mózg skutecznie będzie wyolbrzymiał wszelkie docierające do ciebie sygnały związane z jedzeniem, aby osłabić twoje kiepskie postanowienie głodzenia się wbrew swoim potrzebom i logice ciała.

Po drugie, dając ciału tak niewiele, sprawisz, że zacznie ono zarządzać tym, co ma. Co zrobi? Zwolni metabolizm. Zamiast szybko trawić, zacznie ekonomicznie wykorzystywać każdą kalorię, którą mu dostarczasz. W rezultacie, gdy zwalniasz swój metabolizm, twoja waga albo stoi w miejscu, albo nawet rośnie.

Wyobraź sobie dwa samochody. Jeden to superszybki, czerwony śmigacz, drugi, to tak zwany zwykły samochodzik. Ten pierwszy spala kilkanaście litrów benzyny na sto km, ten drugi tylko cztery. Ten pierwszy, gdy mknie autostradą jest znikającym punktem i budzi powszechny zachwyt. Ten drugi, gdy jedzie, to jakby stał.  Ale co tam, „Przynajmniej ma bagażnik”, pociesza się właściciel.

Jak myślisz, którym samochodem jesteś, kiedy się odchudzasz?

 

Odchudzanie to błędne koło

 

Im częściej to robisz, tym bardziej spowalniasz swój metabolizm, tym częściej skazujesz się na porażkę i niezadowolenie. Czy nie masz tego dość? Czy nie zauważasz nieskuteczności odchudzania?

Jeśli nie zauważasz, powiem ci dlaczego tak jest. Wpadłaś w jeszcze jedną pułapkę. Pułapkę „nowej diety”. Nowa dieta jak wszystko co nowe przynosi obietnicę czegoś… nowego?… lepszego? To ekscytujące COŚ zaczynać. Ale, czy aby na pewno nowa dieta odchudzająca przyniesie coś nowego? Czy fabryczny bubel zapakowany w nowy papierek przestanie być bublem?

Proponuję, żebyś wyrzuciła ze swojego słownika wyraz „odchudzanie”.

 

Pomyśl o odżywianiu.

 

A propos, czy wiesz, że słowo „dieta” wywodzi się z greckiego δίαιτα (diaita), i w starożytności znaczyło styl życia, a nie tylko styl odżywiania się? Odżywianie się to świadome jedzenie. To znaczy, że jesz to, czego potrzebujesz, tyle ile potrzebujesz i wtedy, kiedy potrzebujesz. Świadomość to swobodny wybór posiłku i pozwolenie sobie na jedzenie, adekwatne do sygnałów, jakie płyną z twojego ciała. Odżywiać się znaczy tyle, co „dostarczać organizmowi lub jego części substancji niezbędnych do wzrostu, zdrowia i dobrego funkcjonowania” (Wikisłownik)

 

Pozwolić sobie na jedzenie wszystkiego? Wiem, możesz się tego trochę bać. Jednak nie ma innego sposobu na poznanie swoich potrzeb żywieniowych, jak pozwolić sobie na świadome jedzenie.

Może się zdarzyć na początku, czyli wtedy, gdy zerwiesz z odchudzaniem, że nadal będziesz myśleć bardzo dużo o jedzeniu. Nie będzie to jednak obsesyjne myślenie, jak to jest w przypadku diety, kiedy się głodzisz i uważasz, że nie wolno ci jeść. Jak piszą Evelyn Tribole i Elyse Resch w swojej książce „Jem intuicyjnie”: „Świadomość jedzenia działa inaczej – chodzi tu o skupienie się na konkrecie. Uaktywnia się, gdy myślimy o jedzeniu, i wyłącza, gdy kończymy jeść”, w przeciwieństwie do obsesji, która, jak piszą autorki wspomnianej książki, jest „wszechogarniająca i charakteryzuje ją zamartwianie się; zajmuje umysł przez większość dnia i uniemożliwia myślenie o innych sprawach”

 

Czujesz już, że intuicyjne odżywianie się to jest to, czego być może szukałaś, albo o czym zapomniałaś, i że dobrze byłoby nie słuchać rygorystycznych nakazów i zakazów, i być panią swojego talerza, niemniej nadal uważasz, że potrzebujesz trochę wsparcia merytorycznego? Rozumiem. Zwłaszcza teraz, kiedy jeszcze twój metabolizm jest mocno rozchwiany i nie masz wciąż zdrowych nawyków żywieniowych, z pewnością przyda ci się wiedza o racjonalnym odżywianiu. To nie jest wiedza tajemna. Wystarczy choćby wejść na stronę Instytutu Żywności i Żywienia, żeby sprawdzić jakie są zalecenia pokarmowe dla zdrowego człowieka, albo skorzystać z konsultacji diet coacha lub psychodietetyka, który zanalizuje twój sposób odżywania i zasugeruje wprowadzenie kilku zmian. Specjalista od żywienia, ale taki, który również zajmuje się emocjami, pomoże ci skonstruować plan na podstawie tego, co już wiesz, czujesz i umiesz, i który będziesz wprowadzała w swoim tempie, nie rewolucyjnie. Pamiętaj! Twoje ciało nie lubi ani rewolucji ani dyktatury. Takimi właśnie są drastyczne głodówki, czy wyniszczające niskokaloryczne diety.  Po nich zawsze jest bunt. Czyli „Wielkie żarcie”.

 

Za wiedzą i stopniowym wprowadzaniem zmian przyjdzie intuicja.

 

Aby jej używać, trzeba sobie zaufać. Trzeba zaufać swojemu ciału, które nieustannie mówi do ciebie. Trzeba również nauczyć się szanować swój głód i go zaakceptować. Pogodzić się. Zmiany, które potem nastąpią, zaskoczą cię. Jeśli cierpisz z powodu nadwagi – schudniesz, ponieważ twoje ciało w naturalny dla siebie sposób dążyć będzie do optymalnego dla siebie kształtu. Przestaną cię również dręczyć rozmaite dolegliwości pokarmowe, bezsenność i frustracja.

Od czego zacząć? Najlepiej od sprawdzenia, co tak naprawdę lubisz jeść, a czego nie. Może być tak, że setki diet, które na sobie testowałaś zaburzyły twoje czucie smaku. Spokojnie. Potrzebujesz trochę czasu, ale nie aż tak dużo, jak myślisz. Najważniejsze, by twoje ciało czuło, że ani jutro, ani pojutrze nie będziesz mu odcinać dostępu do jedzenia. Nawet jeśli na początku będziesz mieć odczucie przejedzenia, to minie, kiedy nauczysz się czytać swoją sytość. Aha! Wyrzuć wagę! Ten diabelski przedmiot wprowadzał element hazardu do twojej diety redukcyjnej, i sprzyjał uzależnieniu się od odchudzania.

 

To, czego potrzebujesz na początku nauki intuicyjnego jedzenia, to uważność przy stole.

 

Kiedy siadasz do posiłku, odłóż wszelkie dystraktory, takie jak telefon, laptop, czy telewizor. Jedz powoli. Tu nie chodzi o nadmierną koncentrację przy przeżuwaniu, ale o spokojne oddawanie się czynności, jaką jest jedzenie. Nie od razu będziesz jeść powoli. Ale z tym jest trochę tak jak z czytaniem nudnej lektury obowiązkowej. Pamiętasz, co robiłaś, kiedy orientowałaś się w połowie strony, że nie wiesz, o czym czytasz, bo twoje myśli błądziły gdzieindziej? Wracałaś do początku strony. Podobnie będzie z nauką spokojnego jedzenia. Za każdym razem, kiedy zauważysz u siebie pośpiech, zwolnisz. (przeczytaj więcej o uważności przy jedzeniu) U jednych nawyk wolnego jedzenia wyrobi się po 21 dniach, u innych po 6 tygodniach, ale będą i tacy, którym potrzeba będzie więcej czasu. Każdy ma swoje tempo.

 

Słuchając swojego ciała staniesz się coraz wrażliwsza na jego głos.

 

Skutkować to będzie naturalnym i intuicyjnym wyborem zdrowszych pokarmów. Dlaczego? Po prostu będziesz się lepiej po nich czuć. Ciało ci o tym powie. Jak to zrobi? Wszelkie wzdęcia, zaparcia, albo biegunki, zgagi, odczucia ciężkości w brzuchu, „bulgoty” jelit, ale także przyjemność, błogość, nasycenie, miłe ciepło – to język ciała. Rozumiesz go doskonale. Wiesz, które komunikaty są pozytywne, które nie. Chciej je tylko usłyszeć. Co więcej, wraz za zrozumieniem głosu ciała pójdzie zrozumienie swoich emocji. Będziesz czuć więcej radości, nie tylko z jedzenia.

 

A zatem, co zjesz dziś dobrego?